Cudowna aplikacja warta milion, czyli historia utkana z mitów i słowo roku Oxford Dictionaries

Tak. Zrobiłem dowcip, prowokację, satyrę, pamflet. Utkałem z nośnych mitów historię o dwóch chłopakach z Podlasia, którzy zarobili milion na aplikacji, która jest tylko ikonką. W założeniu miało być trochę grubymi nićmi szytej szydery z hipsterów, ale i start-uperów. I niektórych to ubawiło. Ale też dało do myślenia. Na chwilę przenieśmy się do USA.

 

Słowo roku 2016

Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w USA. W swoich tweetach wielokrotnie posługiwał się m.in. nierzetelnymi danymi. Zanim jednak ktoś to odkrył, nieprawdziwa informacja rozpalała emocje, robiła zasięgi. Sprostowanie nie miało już znaczenia, mleko się rozlało. Ludzie przeczytali to, co chcieli, co wzmacniało ich światopogląd.

Twórcy Oxford Dictionary co roku wybierają jedno słowo, które zrobiło karierę w poprzedzających wybór 12 miesiącach (choć w 2015 było to emoji zastępujące popularny LOL). Podobnie było w 2016. Słowem roku zostało „post-prawda”.

 

Tkanie z mitów

Dr hab. Marcin Napiórkowski pracuje w Instytucie Kultury Polskiej na UW i w 2013, a więc jeszcze przed swoją habilitacją napisał znakomitą książkę i  prowadzi stronę pod nazwą „Mitologia Współczesna”. Szczerze polecam jej przeczytanie, choć w niektórych przypadkach może ona zachwiać naszym światopoglądem – np. dotyczącym zbierania plastikowych nakrętek. Dla mnie lektura tej książki była jednym z ważniejszych doświadczeń ostatnich kilku lat. Zrozumiałem, jak się buduje historie, a przede wszystkim czym jest (i czym nie jest – pełen strukturalizm) „mit”.

Historię o start-upowcach, którzy zrobili apkę, która podbija świat, utkałem właśnie z takich cegiełek, które idealnie układają się w nasze oczekiwania, które po raz kolejny opowiadają historię, którą lubimy bo już znamy.

 

  1. Polacy podbili świat
  2. Chłopek-rozrtopek zakpił z hrabiego
  3. Loser osiąga niespodziewany sukces, wtedy kiedy inni i on sam przestają wierzyć
  4. Od pucybuta do milionera

 

Kilka skryptów fabularnych wystarcza, żeby wyłączyć naszą czujność. Sam złapałem się wielokrotnie na tym, że działam tak samo automatycznie. Nawet jeśli racjonalne przesłanki mówią nam, że to nie ma sensu.

 

Apka, której nie ma

Tak było w historii, którą opowiedziałem. Aplikacja, która nie ma żadnych funkcjonalności, ma za to kilka milionów pobrań. Idzie za tym natychmiastowy przelew od Apple. Takie rzeczy się nie zdarzają. A na pewno nie dwóm słabym programistom, którzy nawet nie wierzą w swój produkt, nie popierają go marketingiem. Dziś, żeby zarobić milion monet (nieważne, euro czy złote) na apce, trzeba włożyć mnóstwo pracy. Tym bardziej jeśli nie ma ona wersji na Androida. Skończyły się nisko zawieszone owoce. Wciąż można zerwać soczyste sztuki, ale te wiszą już wyżej, trzeba po nie sięgnąć.

Sam wielokrotnie nacinałem się na pompowane informacje o nie-wiadomo-jakich biznesach, które okazywały się nic nie wartymi wydmuszkami. Ciekawą historię można skręcić z niczego. Ale kiedy ktoś powie „sprawdzam”, to odwrotnie niż w bajce – piękny książę zamienia się w ropuchę. Ci czytelnicy, którzy wiedzieli, gdzie informacja się nie klei, mogli łatwo wyłapać niespójność. Sęk w tym, że żyjemy w czasach, w których jesteśmy bombardowani milionami prawd i post-prawd z tysięcy dziedzin, w których nie jesteśmy ekspertami i niestety nie wiemy jak sprawdzić wiarygodność.

 

Wiem, że ten tekst przeczyta znacznie mniej osób niż nieprawdziwą historię programistów z Podlasia. Ale prawda najczęściej jest mniej sexy niż post-prawda. Szczególnie jeśli ta druga jest dobrze opowiedziana.

Facebook Comments