Nie skończyli jeszcze studiów, a zarobili pierwszy milion. Ich minimalistyczną aplikacją zachwyca się cały świat

Wiele razy opisywałem sukcesy polskich start-upów, ale ta historia jest naprawdę wyjątkowa. Łukasz Karpiuk i Szymon Maksymow dopiero za rok skończą studia inżynierskie na Politechnice Warszawskiej. Jeszcze dwa miesiące temu podstawą ich diety były chińskie zupki i przetwory, które przywozili w słoikach od swoich mam. Dziś na koncie ich firmy pojawił się pierwszy milion.

– Sami jesteśmy zaskoczeni tym jak szybko, to się stało. Na Sylwestra kupowaliśmy piwo z Biedronki, dziś chyba moglibyśmy pozwolić na tego drogiego szampana – Łukasz nawet nie zna nazwy Dom Perignion. – Obaj pochodzimy z raczej biednych rodzin, połączyło nas to, że obaj pochodzimy z Podlasia. Tak naprawdę nie wiemy, co zrobimy z taką kasą – nasz rozmówca wciąż jest oszołomiony tempem i skalą sukcesu, który odnieśli, a wszystko zaczęło się od sesji poprawkowej.

– Choć wcześniej znaliśmy się z widzenia, to nie jakoś nie było okazji pogadać. Ale w zeszłym roku spotkaliśmy się pod drzwiami pokoju profesora, u którego obaj mieliśmy zaliczyć kampanię wrześniową – Szymon opowiada o tym, jak narodził się najbardziej dynamiczny polski start-up. – Od słowa do słowa okazało się, że obaj chcemy stworzyć aplikację na komórki. Nie bardzo mieliśmy pomysł na to, jak ma wyglądać i co ma robić. Ale przegadaliśmy trzy godziny – dodaje.

Egzamin poprawkowy zaliczyli na tróję. Zresztą, nie ma co się oszukiwać, nigdy nie byli orłami. Po niewątpliwym sukcesie naukowym poszli świętować na pobliski Plac Zbawiciela. Przy piwie kontynuowali plany podbicia świata.

– Nas, prostych chłopaków z Podlasia, ciągle dziwiło, że ludzie na tym placu potrafią zapłacić 14 złotych za kawę z mlekiem sojowym. Przecież to nawet nie smakuje jak mleko – Łukasz wie co mówi, zawsze w jego gospodarstwie były jałówki. – Ale tu poczuliśmy naszą szansę. Wiedzieliśmy, że nasza aplikacja musi zarabiać na hipsterach – tak pojawił się plan.

Chłopaki resztę wakacji i początek roku szkolnego spędzili na pisaniu kodu. Ich aplikacja miała mnóstwo funkcjonalności, miała być wszystkim tym o czym hipster może zamarzyć. Nie dostali akademika, więc musieli wynająć najtańszą kawalerkę. W pokoju mieli tylko dwa materace. Biurko zbili sobie sami z desek, ubrania trzymali w walizkach. Przez dwa miesiące łączyli naukę, prace dorywcze i nocne pisanie kodu. Choć sami nie mieli iPhona, postanowili napisać program na system operacyjny iOS.

– Pod koniec października mieliśmy już gotowy nasz produkt. Łukasz dostał dofinansowanie z Urzędu Pracy na założenie firmy i zaczęliśmy chodzić po inwestorach – wyjaśnia Szymon. – Ale to była jedna wielka porażka. Nasza apka ciagle się wieszała, ale w końcu nie mieliśmy doświadczenia w pisaniu kodu. Co gorsza nie potrafiliśmy wytłumaczyć po co są te wszystkie funkcjonalności. Podczas jednej z rozmów usłyszeliśmy, żeby wyrzucić połowę tych funkcji – Szymon opowiada o spektakularnej klęsce.

– Pamiętam tych chłopaków – mówi w rozmowie telefonicznej menedżer inwestycji jednego z większych funduszy venture capital. – Zaprosiłem ich na spotkanie tylko dlatego, że stworzyli ikonkę, która była bardzo zachęcająca. Miała w sobie coś takiego, że chciało się ją zainstalować. Ale sama aplikacja była do niczego. Źle napisana, bez zrozumienia użytkownika. Naprawdę odnieśli taki sukces? – nasz rozmówca nie kryje zaskoczenia.

Panowie zaczęli ze swej aplikacji usuwać funkcjonalności, ale nie mieli do tego przekonania. Produkt wydawał im się przez to mniej atrakcyjny. Nie rozumieli, że siła tkwi w prostocie.

– Przełom nastąpił, jak wpadł do naszego mieszkania kumpel z Wydziału Architektury. Zobaczył gołe materace i biurko zbite z desek i się zachwycił. Wtedy obaj zrozumieliśmy, jak silnym trendem jest minimalizm – ekscytuje się Łukasz. – Tej nocy wywaliliśmy z naszej aplikacji wszystkie pozostałe funkcjonalności. Wtedy przestała się wieszać. W zasadzie zostawiliśmy tylko ikonkę. Nad ranem wrzuciliśmy gotowy produkt do AppStore. Daliśmy cenę 99 centów, ale przez dwa tygodnie nie było żadnego zainteresowania, a potem zaczęła się sesja – dodaje.

Przez dwa tygodnie Łukasz i Szymon nie mieli głowy do prowadzenia firmy. Nadrabiali zaległości, zaliczali zaległe kolokwia i walczyli o trójki podczas sesji. Porzucili już marzenie o byciu start-upowcem i wrócili do zwykłego studenckiego życia. Kiedy już z finansami było bardzo krucho, Łukasz zalogował się na firmowe konto.

– Myślałem, że śnię, że to jakieś nieporozumienie. Na koncie była suma jakiej nigdy w życiu nie widziałem. Sprawdziłem historię rachunku i to były przelewy od Apple’a – opowiada Łukasz. – Dwa dni temu stan konta przekroczył milion złotych. Na AppStore naszą aplikację ściągnęło już kilka milionów użytkowników z całego świata. Mamy świetne recenzje – dodaje z zachwytem.

– Ten sukces nas zachęcił, chcemy nawet wypuścić wersję na Androida – Szymon snuje kolejne plany. – Ale będziemy musieli poczytać na własną rękę, bo zajęcia z Android Studio będziemy mieli dopiero na następnym semestrze…

Facebook Comments