Czasem droga jest dłuższa. Ale nigdy nie jest za późno, by zacząć

To czarne kółko to ja. Mam 41 lat. Mark Zuckerberg, kiedy tworzył Facebooka, był o połowę młodszy. Czy zatem po 40-ce jest jeszcze sens tworzenie czegoś nowego?  Czy nie prościej odcinać kupony od lat doświadczeń? A może da się połączyć jedno i drugie?

Christian Dior stworzył swoją markę będąc w wieku, w którym teraz jestem. Tak samo Asa Candler – założyciel Coca-Coli. Kolumb właśnie zbierał się do wyprawy, w której odkrył Amerykę. Jerry Baldwin musiał jeszcze poczekać rok, zanim założył Starbucksa. A Samuel L. Jackson wciąż czekał na swoją wielką rolę. A ja? Opowiem Ci o kilku krokach, które musiałem zrobić, aby zmienić ścieżkę, którą szedłem przez kilkanaście lat.

 

Start. Zatracona  umiejętność

To był jedno z tych grudniowych popołudni, podczas których zmrok zapada o nieprzyzwoitej godzinie. Siedziałem od rana nad otwartym Wordem i przeżywałem twórcze męki. Zrobiło się ciemno, wiedziałem, co chcę napisać, a za cholerę nie umiałem tego ubrać w słowa. Grała we mnie mieszanka rozczarowania i złości. Kilkanaście lat wcześniej wzorowo zdałem maturę z polskiego w jednym z najlepszych warszawskich liceów, pisałem wtedy naprawdę nieźle. Ale półtorej dekady tworzenia ofert zabiło we mnie łatwość oddawania słowem tego, co naprawdę chcę powiedzieć. Spod klawiszy wychodziły potworki. Ustawiały się zdania, które nie oddawały tego, co myślałem.

Pierwszą rzeczą, którą musiałem zrobić, to przyznać się przed samym sobą do tego, że zatraciłem umiejętność pisania. Jasno określić miejsce, w którym jestem. I to, do którego dążę. Jasne się dla mnie stało, że muszę się znowu rozpisać, nauczyć się na nowo opowiadać historie.

 

Krok nr 1

Zacząłem pisać bloga. A właściwie dwa. Jeden związany z pracą, drugi z moim hobby – muzyką. Oba istniały tylko dla mnie, nie promowałem ich, miały służyć tylko i wyłącznie poprawie techniki pisania. Szczególnie rozwijający był ten drugi, okazał się znacznie trudniejszy. Wymagał ode mnie znacznie więcej… otwarcia. Uświadomiłem sobie, że nie potrafię (jeszcze) pisać o emocjach. I choć dziś oba już nie istnieją, to były przepustką do czegoś większego.

 

Krok nr 2

Drugiego dnia istnienia serwisu natemat.pl zostałem jego blogerem. Dziś portal informacyjny, wtedy miał być w dużej mierze oparty o platformę blogową. Dzięki obecności na niej, mogłem sprawdzać, jak na moje treści reaguje „szeroka publiczność”. Na nowo uczyłem się tego, jak pisać, żeby zainteresować czytelnika. Miałem przestrzeń na błędy, ale i ogromne wzmocnienia, kiedy coś zrobiłem dobrze.

Nowe umiejętności dały mi przepustkę do założenia pierwszego własnego bloga, którego pokazałem światu. Dotyczył przede wszystkim biegania i strona, na której jesteś, jest zbudowane na jego bazie. Choć sam blog nigdy mi nie dał złotówki zysku, pozwolił zarobić pierwsze pieniądze na pisaniu. Był przepustką do pierwszych zleceń.

 

Krok nr 3

Tyle, ile mogłem, nauczyłem się sam. Ale wiedziałem, że dalszy rozwój wymaga ode mnie pracy w redakcji. Zobaczenia, jak to robią inni, szlifowania tego, co już wypracowałem. Z pokorą słuchałem czasem bardzo twardych informacji zwrotnych, podpatrywałem najlepszych. Zawodowo i finansowo zrobiłem krok w tył. Ale wiedziałem, że to tylko rozbieg przed skokiem.

Kiedy zacząłem już pisać na takim poziomie, który mnie zadawalał, pojawiło się radio. Nowe wyzwanie, nowy rodzaj narracji, nowa dynamika. Co to znaczyło dla mnie? Nauka, nauka, nauka.

 

Krok nr 4

Właśnie zacząłem ćwiczenia logopedyczne. Już nie tylko piszę, ale również…

 

Tak. W wieku 41 lat ruszam z czymś nowym. Dużym. Do czego przygotowywałem się kilka lat. Nigdy nie jest za późno. A kiedy zaczyna mi brakować motywacji, oglądam to:

https://www.youtube.com/watch?v=YA0g2T7z5ic

Facebook Comments