Agogika biegania

(c) Pixabay

Wszystko zaczyna się od piano. Najpierw delikatne szesnastki szumiących liści. Słychać w nich tę nostalgię mazowieckich równin. Bezkresny horyzont, wszystkie odcienie jesiennej szarości i stada czarnych ptaków. Choć to krótkie nuty, to trzeba pamiętać, że zaczyna się

adagio

Trzy takty, wysoki świszczący oddech. Za chwilę usłyszę ciężką frazę, basy kroków. Powoli, dwie melodie, dwa rytmy. Ćwierćnuty kroków, frazowanie linii melodycznej oddechu.

crescendo

Coraz szybciej, rytmy kroków i oddechów mieszają się w coraz szybszym pląsie. Wreszcie z leniwe adagio zaczyna się rozkręcać. Dwie pozornie niepowiązane melodie zaczynają się przeplatać. Ciężkie staccato uderzeń buta o asfalt. Równy rytm osadza cały utwór w przestrzeni. Wbiegam w

allegro

Między ciężkimi ćwierćnutami zaczynają snuć się melodie. Ta główna – oddechu, te poboczne, krótkie ostre akordy rozdeptywanych suchych liści. Pasaże dysonansów nierozwiązanych na żadne kwinty, na żadne tercje. Trytony i prymy. Szorują uszy, są kontrapunktem dla swobodnych fraz oddechu. Zbiegam z asfaltu na ścieżkę.

moderato

Rytm jest cichszy. Basy gram bardziej piano. Na pierwszy plan wychodzą nowe instrumenty. Wysokie durowe triole treli. Przełamują mollową tonację całego utworu. Przez chwilę utwór ucieka w As-dur. Ta część pozornie nie pasuje do października. Jest cantabile. Ale gdy wybiegam na pole, widzę brudnobłękitne niebo i radosne kantaty zostaną za plecami.

calando

Główny głos przejmuje dodekafonia wron. Basowe, złowieszcze „kra”. Tercja mała, tryton, septyma. Arytmia tej polifonii jest trudna do wytrzymania. Znowu szukam staccato kroków. Fis-moll, cis-moll… Proste harmonie wprowadzają ukojenie.

Wraca motyw, na którym utkana jest cała kompozycja. Gdy ptaszyska zostają za plecami oddech wydaje się niemal liryczny. Delikatny. Przez chwilę słucham repetycji tych kilku taktów. Plączących się planów muzycznych, przenikających faktur instrumentu. Zwalniam jeszcze do

andante

W tle pobrzmiewa echo poprzednich części. Piano. Wydobywam ozdobniki. Pękające gałązki, szczekającego w oddali psa. Na delikatnie utkane dźwięki nachodzi ten najsmutniejszy z jesiennych wiatrów. To legato, które trzęsie płaczącą wierzbą, przechodzi w szalone tempo

doppio movimento

Październik. Chopin. Mazowsze. Melancholia. Bieganie…

da capo al fine…

Facebook Comments

1 thought on “Agogika biegania”

  1. Jak trasa jest kamienista, w górach, to dochodzi jeszcze staccato, które z czasem przeradza się w stękato…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook