Więcej niż dwa gole

Więcej niż dwa gole

Historia jakich co tydzień tysiące. Chłopiec strzelił dwa gole w rozgrywkach piłkarskich 11-latków. Dla mnie to jednak opowieść o ciężkiej pracy, powrocie do zdrowia i zasłużonej nagrodzie. Mój Janek wygrał.

Jest końcówka maja 2012. W piłkarskiej hali na Bemowie organizowany jest przez PZPN turniej dla przedszkolaków Grassroots Day. Jaś jest w wyśmienitej dyspozycji i kręci jak chce. Drużyna, którą wylosował wygrywa wszystkie mecze. Jaś asystuje przy jednej bramce. Wszystkie pozostałe strzela.

Dwa miesiące później rozgrywa najważniejszy mecz – walkę o życie. Po wypadku, któremu uległ w czasie wakacji, przez trzy miesiące leżymy w szpitalu. Dwa razy ocieramy się o śmierć. Ponieważ nie może wstawać, każdego dnia masuję jego ciało. Przez większość pobytu w szpitalu może przyswajać jedynie tzw. żywienie pozajelitowe – bezpośrednio do centralnej żyły przez całą dobę spływa z litrowego worka specjalnie przygotowana odżywka. Traci prawie 20% masy ciała. Kiedy wreszcie wychodzi, jest niczym obleczony skórą szkielet. Ma kłopoty z poruszaniem się, koordynacją, koncentracją. Przez pół roku nie może brać udziału w WF-ie. Kolejne półtora musi grać w specjalnym ochraniaczu. Nie może doznać urazu brzucha. Kiedy gra, mam łzy w oczach. Widzę już inne dziecko.

W grudniu 2014 Jaś dostaje od lekarza wymarzoną zgodę. Może wrócić do treningu. Trafia do bardzo mocnego rocznika w utytułowanej akademii. Gra z chłopcami o rok starszymi. Na pierwszym treningu bardzo mocno odstaje od grupy, nie nadąża, gubi piłkę, koledzy mu nie podają. Jedyne co ma, to waleczność. Objeżdżają go niemiłosiernie, a on odpowiada im wślizgami. Stawia na twardą grę.

Miesiąc później trener sugeruje, że Jaś się nie nadaje. Podczas wieczornej rozmowy telefonicznej udaje mu się wyjaśnić, żeby dał dzieciakowi szansę. Akademia jest jednak bardzo mocno nastawiona na wyniki, nie do końca zaś na rozwój młodego piłkarza. Nie nadążasz? Nikt ci nie pomoże. Grają najlepsi, mają być wyniki. Szanse na przebicie się są minimalne. Trener motywuje chłopców głównie negatywnie: „nie wstyd Ci tak grać?”, „nie myśl na boisku, jak nie potrafisz”, „jak wy chcecie wygrywać, jak jesteście tacy słabi?”. Co weekend męczę więc Jasia na boisku. Gramy, ćwiczymy, nadrabiamy. Często budząc sprzeciw, gdy na przykład każę strzelać mu słabszą lewą nogą. W korytarzu wyklejam mu drabinkę koordynacyjną. Podsyłam filmiki z ćwiczeniami tzw. soccer skills.

Ponieważ Jaś jest rok młodszy od kolegów z drużyny dostaje zaproszenie, aby pojechać na turniej ze swoim rocznikiem. Z miejsca zostaje podstawowym obrońcą, ale ze względów organizacyjnych nie ma szans, żeby trenował z tą grupą. Tuż przed startem rozgrywek Akademia decyduje o wystawieniu dwóch drużyn. Lepsza gra w wyższej lidze, a słabsza, uzupełniona chłopcami z rocznika Jasia tworzy „rezerwy”. W pierwszym meczumój syn nie gra. Trener zapomniał go zgłosić…

W debiucie zaczyna jako rezerwowy obrońca rezerwowego składu. Co mecz zostawia na boisku serce, haruje w defensywie, a przede wszystkim najlepiej jak potrafi realizuje założenia taktyczne. Gra z pełną odpowiedzialnością, zawsze asekuruje kolegów, którzy idą do przodu. Z każdym meczem buduje swoją coraz mocniejszą pozycję. Wreszcie zaczyna wychodzić jako podstawowy obrońca. Pomimo, że jest jednym z najmniejszych na boisku –czyści, rozbija akcje przeciwników, trzyma defensywę w ryzach. Kiedy schodzi z boiska, zaczyna się chaos, drużyna traci bramki. Oczywiście, też popełnia błędy, też zdarzają mu się obcinki. Ale z meczu na mecz jest coraz pewniejszy.

Na ostatnim meczu zamiast trenera na ławce zasiada prezes Akademii – Wybitny Reprezentant Polski. Nie trenuje z chłopcami na co dzień, nie zna ich, więc decyduje na podstawie bieżącej obserwacji. Jaś jak zwykle spina obronę, a gdy schodzi, drużyna traci dwa gole. Wraca, porządkuje szyki i twardo odpiera ataki. Na początku czwartej kwarty ma wreszcie swoje 5 minut. Dostaje od trenera polecenie gry ofensywnej. Wiadomo, każdy chłopiec marzy o dryblingu, strzelaniu goli… Jaś do tej pory przez cały sezon oddał tylko jeden strzał, rzadko dostawał zgodę na wyjście poza swoją połowę. Wielu dorosłych nie utrzymałoby takiej dyscypliny taktycznej. Dlatego te kilka minut jest dla niego nagrodą.

Pierwsza akcja, dostaje podanie na lewe skrzydło, przepuszcza piłkę, a ta toczy się na wolne pole. Dopada do niej i składa się do strzału zanim dobiegnie obrońca. Precyzyjne uderzenie z lewej wchodzi tuż przy dłuższym słupku. Bez kalkulowania strzelił słabszą nogą, choć 95% prawonożnych chłopców przekładałoby piłkę na prawą. Piękny gol, euforia i krótkie zdanie: „Tata! Lewą! Dziękuję, że mnie tego nauczyłeś!”. Chwilę potem dokłada drugiego gola, tym razem prawą i wraca do obrony, robić to, w czym jest najlepszy. Wybitny Reprezentant aż cmoka z wrażenia. A Jaś ma swoją chwilę radości, na którą pracował ostatnie pół roku.

Po meczu rozmawiamy jeszcze o tym, że warto trenować, rozwijać też to, co jest słabsze. O tym, że warto cierpliwie czekać na swoją szansę, że nie można załamywać się ani odpuszczać. Nawet wtedy, kiedy  inni w nas nie wierzą. Ta bramka z lewej nogi jest symbolem konsekwencji w pracy nad własnymi słabościami. Dostaliśmy piękną i znakomitą lekcję życia.

Facebook Comments

1 thought on “Więcej niż dwa gole”

  1. Tomek! Nawet nie wiesz jak się wzruszyłem tym wpisem. O to chodzi w życiu i w sporcie! Gratulacje dla Jaśka i szacun!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook