Wiem, że tym tekstem narażę się obu stronom ideologicznej barykady. Poruszający temat, do którego Polacy wreszcie dojrzeli. Ulubieni aktorzy. Najgorętszy film ostatnich lat, który jeszcze przed premierą rozgrzał kraj do czerwoności. Reżyser, który z emocjami nie pierdoli się w tańcu, tylko swoim hiperrealistycznym stylem potrafi doprowadzić widza do granic wytrzymałości. Co zatem poszło nie tak?

Fajny film wczoraj widziałem. A momenty były?

Zacznijmy od tego, że momenty były. Jeśli ktoś obejrzał zwiastun, to przy okazji zobaczył większość tych heheszkowych. Dalej jest gęsto, ciemno i nomen-omen czarno. I są takie momenty, że rechot grzęźnie w gardle. Są miejsca, w których reżyser dotyka najczystszego zła. Scena wspomnień, granego przez Jacka Braciaka, księdza Lisowskiego (prześcieradło, „ślimak”) to jedna z takich chwil, w których zastanawiasz się czy wyć, zamknąć oczy z przerażenia czy we wściekłej rozpaczy rozwalić swoje krzesełko.

Reżyser gra też z widzem w grę przetwarzania wątków zw jego innych filmów. Jest nawiązanie do „Drogówki”, dialog negocjacyjny z „Wesela” (tym razem to ksiądz płaci mechanikowi i to jest bardzo smakowite) a nawet „Czterech pancernych”. Zamknięcie kryzysu medialnego mogłoby się znaleźć z kolei w „Wilku z Wall Street”.

Jest wreszcie ostatnia zamykająca film scena, która formalnie nawiązuje do tego, jak kończył się „Dom Zły” (odjazd kamery na szeroki plan, metafora). I właśnie ten fragment najlepiej pokazuje – co poszło nie tak. O ile w „Domu Złym” to zamknięcie wbijało w fotel, to w „Klerze” z wątku ostatniej mszy bije sztuczność. Brak pomysłu. Również wizualnie.

Ta scena jest jedną z wielu, które miały podkreślić tezę reżysera, a przez to z filmu, który miał potencjał na bycie arcydziełem, robi ideologicznego potworka. Najbardziej żenująca jest scena na cmentarzu, kiedy dziewczyna pyta księdza Kukułę (Jakubiak) o to czy jest pedofilem. Gdyby to pytanie nie padło, byłaby znakomita i dużo mocniejsza scena. Ksiądz Kukuła chce położyć rękę na ramieniu dziewczynki, a jej matka odruchowo odciąga dziecko. Mniej słów dałoby dużo mocniejszy efekt.

Nie klei się

Niestety, historia się nie klei. Wątek księdza granego Więckiewicza jest „na doczepkę”. Można by z tego zrobić osobny, świetny film. A czas, który by został można by wykorzystać na dopracowanie na przykład wątku „cudu”, który splótł losy głównych bohaterów. Sęk w tym, że ja, jako widz, nie czuję tej silnej więzi, która się miała między nimi wytworzyć. Zrobione po łebkach. Takich mniejszych i większych niedoróbek jest więcej (np. los chorego dziecka dziennikarki). Znakomity wątek fabularny rozgrywa się w trójkącie Lisowski-Kukuła-Mordowicz (Gajos). I to należało lepiej ograć. Ale przejdźmy do aktorów.

Gajos. Jak zwykle trzyma poziom. Ale jeśli słyszę czytam o oscarowej roli, to chyba oglądaliśmy różne filmy. Oscarową rolę, to Gajos miał w żółtym szaliku. Tu jest bardzo dobry. Ale nie wybitny. Popisowe sceny (w błocie albo w sztabie kryzysowym) i tak zostaną przykryte przez te, w których pyta się czy ma święcić kible, albo chodzi po reklamówki z plikami banknotów. Ale to nie wina aktora.

Jakubiak zagrał znakomicie. Chyba najlepsza rola tego aktora. Zapadnięte oczy. Tragiczny konflikt, mistrzowska scena przy ołtarzu. Chapeau bas.

Więckiewicz gra Więckiewiczem. Nic więcej, nic mniej. Zresztą znowu – jego fabularny wątek, pewnie z braku czasu, jest pociągnięty dość banalnie. 1. Jestem zepsuty, 2. Rozumiem swoje błędy, 3. I żyli długo i szczęśliwie. Ta historia wymagałaby przynajmniej jeszcze jednego mocnego zwrotu akcji. Tak jak pisałem, materiał na osobny film.

No i wreszcie Braciak. Długo się zastanawiałem, co napisać. I pomimo świetnej gry – znowu kapiszon. Scena, w której siedzi na łóżku w pustej sali sierocińca pokazuje, że można było nim „wygrać” jeszcze więcej akcentów w innych momentach..

 

Ważny film

Co było więc w „Klerze” najlepsze? Smarzowski przełamał tabu mówienia o pedofilii w Kościele. Ludzie przyszli na ten film po prawdę. Przyszli zobaczyć i usłyszeć, to, co znają ze swoich parafii, ale boją się mówić na głos. W kraju, w którym jedną z najważniejszych osób w wymiarze sprawiedliwości jest komunistyczny prokurator, który już w wolnej Polsce chronił księdza pedofila z Tylawy. Kraju, w którym, szczególnie w mniejszych miejscowościach, jest bardzo silne uwikłanie na linii Kościół-władza. I to ogromny sukces „cenzorów”, którzy próbowali w niektórych miejscach blokować wyświetlanie filmu. Dzięki temu nastąpiła mobilizacja. Kiedy piszę ten tekst, wciąż trwa weekend premierowy. Ale jestem pewien, że to będzie frekwencyjny rekord.

Część ludzi, będzie widzieć w tym filmie tylko atak na Kościół używając argumentów „nie wszyscy księża tacy są”. Od razu odpowiem – oczywiście. A czy po obejrzeniu „Domu Złego” ktoś myślał, że „wszyscy mieszkańcy Bieszczadów tacy są”? PS. w „Klerze” są też tzw. dobrzy księża. Czy zatem film jest atakiem? Raczej zerwaniem kołdry, pod którą działy się różne straszne rzeczy.

Na drugim biegunie głupich postaw są ci, którzy pójdą na film pośmiać się, jak biskup „złote, ale skromne” Morodwicz za 25 tysięcy nie ma oporów przed święceniem kibli albo wydaje polecenia głowie państwa. Boki zrywać.

Wracając zaś do wartości samego „Kleru”. Dla mnie 6/10. Zbyt czarno-biały. Zbyt oczywisty. Grający czasem strasznie banalnymi kalkami (chrum, chrum). Choć bardzo ważny tu i teraz. A jeśli ktoś chce obejrzeć oscarowy film o pedofilii w Kościele, to polecam „Spotlight”. A sam z jeszcze większym apetytem czekam na film Tomasza Sekielskiego.

Obraz tytułowy: Andrzej Pągowski

Facebook Comments