Przeżyłem to dziesiątki razy. Na maratonach, połówkach, dyszkach. Biegacz zaczyna się lekko zataczać, widać, że walczy, żeby nie przejść w marsz. Aż w pewnym momencie nogi składają się w X i człowiek leży. Po dobiegnięciu najczęściej spotykamy nieprzytomny wzrok, brak jest składnego kontaktu werbalnego. Zaczyna się kolejny wyścig.

 

Statystyka i badania

Podczas piątej edycji Orlen Warsaw Marathon zmarł Paweł. Takie historie zdarzają się na trasach co roku. Nie tylko w Polsce. Podczas maratonu londyńskiego przez 30 lat zmarło 12 biegaczy. Naukowcy szacują, że ryzyko zawału serca podczas zawodów na królewskim dystansie jest takie samo jak w innych sytuacjach. Nie ma istotnej korelacji pomiędzy udziałem w maratonie, a prawdopodobieństwem śmierci.

 

Czy bieganie maratonów jest zatem zdrowe? Statystycznie rzecz biorąc – tak. Poradnia Zdrowego Człowieka w Łodzi od 40 lat bada maratończyków i nie widzi dużych negatywnych skutków u swych podopiecznych. W magazynie „Służba Zdrowia” jest jednak jedno ważne zastrzeżenie: Trzeba jednak podkreślić, że ci biegacze pozostawali pod stałą opieką lekarską, a liczba maratonów, w których brali udział w roku wynosiła najwyżej dwa. 

 

Prof. Katarzyna Biernacka, kierująca Poradnią Przyklinicznej Wad Wrodzonych Serca Instytutu Kardiologii w Warszawie, w tymże artykule twierdzi, że nagła śmierć podczas biegu maratońskiego najczęściej jest efektem ukrytej choroby. Ale równocześnie, że w dziewięciu na dziesięć przypadków da się to odkryć w badaniach.

 

Z kolei Bartek Olszewski, Warszawski Biegacz, na swoim blogu przytacza badania z USA.

(…) Badania obejmowały całą dekadę i dotyczyły zarówno półmaratonu jak i maratonu. Zanotowane 59 zawałów z czego 51 skończyło się tragicznie (42 dotyczyły mężczyzn). Średni wiek poszkodowanego to 42 lata. Zdecydowana większość miała miejsce na mecie lub podczas ostatnich 6 mil na maratonie i 3 mil na półmaratonie. Badania prowadził Dr. Paul Thompson. (…)

I w tym komunikacie kryje się rzecz, która zwróciła moją uwagę.

 

Grupa ryzyka

Nie trzeba wyrafinowanych badań statystycznych, wystarczy rzut oka na wiek biegaczy, którzy swój start w zawodach zakończyli tragicznie. W ostatnich latach w Polsce byli to mężczyźni w wieku 36 lat (Poznań Maraton 2012), 58 lat (Bieg Niepodłegłości, Toruń 2012), 35 lat (Biegnij Warszawo 2013), 67 lat (Cracovia Maraton 2015), 35 lat (BN, Warszawa 2015), 39 lat (Bieg Piastowski 2016), 38 lat (Orlen Warsaw Maraton 2017). W znakomitej większości – wysportowani, ambitni amatorzy przed 40-tką.

Średnia wieku – 44 lata – prawie idealnie pokrywa się z wynikami z USA. Co pcha facetów w sile wieku do śmierci podczas zawodów sportowych? Czy wytłumaczeniem są tylko powody medyczne? Po 35 roku życia rośnie ryzyko zdarzeń naczyniowo-sercowych, ale… dlaczego akurat wtedy jest najwięcej zgonów podczas zawodów?

 

Iluzja wszechmocy

Nie mam przekonujących dowodów naukowych. Mam swoją historię. Przed 40-tką wydawało mi się, że jestem niezniszczalny. Goniłem życiówki, pracowałem jak wół. Dochodził stres, problemy rodzinne. A mi się wciąż wydawało, że mogę wycisnąć z siebie jeszcze więcej. Jeszcze dwa lata temu jarałem się tym, że przez całą jesień i zimę wstaję o 5:40 żeby zdążyć przed pracą z ciężkim treningiem. Chwaliłem się, że nigdy nie zszedłem z trasy i twierdziłem, że musiałoby mi urwać nogę, żebym się poddał. Żyłem w iluzji wszechmocy.

Z drugiej strony rozum mi podpowiadał, że pewien etap, jak na moje amatorskie możliwości – wyczynowy, powoli się kończy. Ale im bardziej rozumiałem, że zegar bije, tym bardziej chciałem zdążyć z wynikami.

 

Jak zatem nie umrzeć na maratonie? Po pierwsze, rzecz oczywista – trzeba się badać, dbać o zdrowie, nie ignorować nawet najmniejszych sygnałów złego samopoczucia. Po drugie – umieć odpuścić. Wiedzieć, kiedy trzeba ze sceny zejść. Niepokonanym…

 

PS.

Żeby napisać ten tekst zrezygnowałem z treningu. Pewnie przez to nie zdążę zrealizować miesięcznego planu przebiegniętych kilometrów. Ale dopiero teraz rozumiem, które rzeczy są ważne, a które ważniejsze.

Facebook Comments