Wszystko zaczęło się od jednego posta na Instagramie. Łukasz Jakóbiak wrzucił informację, że dostał wymarzone zaproszenie do talk-show Ellen DeGeneres. Media podchwyciły tę informację (bez sprawdzenia) i grzały nią przez kilka godzin. Na zrobioną z ogromnym rozmachem mistyfikację nabrały się największe polskie portale. Po kilku godzinach, wszyscy zorientowali się, że coś tu nie gra. Zachwyt przeszedł w hejt. W dobrym tonie zaczęło być przywalanie Jakóbiakowi. Większość zarzutów oparta jest jednak na niewiedzy piszących. Która nie przeszkadza krytykować.

Sprawa przycichła, ale kiedy pojawił się szyderczy film amerykańskich youtuberów z kanału H3H3, polski internet znów zalała fala hejtu wobec Jakóbiaka. Z zażenowaniem czytałem na fejsbukowych tablicach znajomych i nieznajomych podszyte złośliwą radością teksty w stylu „nawet w Stanach się na nim poznali”.  Nastąpił nagły wysyp specjalistów od etyki, coachingu (!) i realizacji cudzych marzeń.

Zarzut numer 1 – Jakóbiak wszystkich oszukał

O tym, że Łukasz Jakóbiak buduje studio i przygotowuje się do zrobienia fake’owego odcinka talk show wiadomo było od dawna. Mówił o tym wprost na przykład na wykładach motywacyjnych, które prowadzi. Zapowiedział m.in. w wywiadzie, który z nim robiłem jesienią 2016 roku. Jak sam twierdzi, przygotowania zajęły mu trzy lata i obejmowały m.in. szlifowanie języka angielskiego, zdobycie środków na produkcję, znalezienie aktorki, która odegrała Ellen. Nie ukrywał się z tym projektem. Był naturalną konsekwencją jego działań. Od chwili, gdy pojawił się w teledysku Kayah, kolejne jego projekty nabierały rozmachu. Wielkoformatowe CV, selfie z Lady Gagą, zabranie przyjaciół na Ibizę – każdy kolejny pomysł Łukasz realizował na coraz większą skalę.

Owszem, autor wkręcił swoją realizacją wiele osób. Ale też nie miał zamiaru długo udawać, że był u Ellen. Od początku projektu mówił, że to sposób na to, by zwrócić uwagę prowadzącej talk-show. A robi to po to, by wypłynąć na szersze wody.

Mam nadzieję, że specjaliści od „etyki” równie krytyczni są wobec wszelkich reklam, w których wynajęci aktorzy mówią włożone w ich usta kwestie. Oraz wobec programów typu „Mamy Cię”, które są oparte o „oszustwo”. Ale w przeciwieństwie do tych produkcji, mistyfikacja Jakóbiaka nie jest wymierzona w kogoś. Nie ma na celu szkodzić.

Dobrze to podsumowała w swoim felietonie w „Medium Publicznym” Joanna Konieczna: To co mnie zatrzymuje przy sprawie to fakt, że Jakóbiak jest tylko jednym, maleńkim pływakiem, płotką wręcz w oceanie kłamczuchów, których na co dzień podziwiamy w internecie, telewizji, filmach i na koncertach.

 

Zarzut numer 2 – Zdelegalizować coaching

Jednym z najmocniej jadących po Jakóbiaku był znakomity swoją drogą fanpage „Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty”, ale krytyczne artykuły pojawiły się chyba w każdym dużym medium. Na przykład NaTemat.pl uparcie tytułuje Łukasza Jakóbiaka coachem, choć ten nigdy tak o sobie nie mówił. Podobnie w żenującym artykule w Vice. Ale ponieważ w dobrym tonie jest przywalić „coachom”, to warto wykorzystać każdą okazję. Nawet jak nie ma to pokrycia w faktach. Równie dobrze można by wnioskować przy okazji tej sprawy o delegalizację piłki nożnej. Bo Łukasz Jakóbiak w takim samym stopniu jest piłkarzem, co i coachem.

W tej sytuacji, jechanie po coachingu obnaża tylko niewiedzę autorów. Która oczywiście nie przeszkadza krytykować.

Oczywiście, można zastanawiać się na temat tego, na ile afera z „występem z Ellen” wpłynie na wizerunek Łukasza jako mówcy motywacyjnego. Ale odpowiedzi dostarczył on sam – w ciągu dwóch tygodni dostał 40 nowych zleceń na takie spotkania. Swoją drogą – polecam odwiedzenie otwartych wykładów. Może to zaboleć tych, którzy swoje wyobrażenia o tym, co tam się dzieje opierają na „opinii z internetu” – Jakóbiak jest scenicznym zwierzęciem, robi świetne show, ze sporą dawną autoironii i bez napuszenia opowiada o tym, jak realizował swoje plany. Nie jest szamanem, nie obiecuje złotych gór, nie każe kupować swoich książek, filmów itp., nie jest szalonym NLP-owcem, MLM-owcem. Jest chłopakiem z Kozienic (nota bene jeden z zarzutów w artykule w Vice dotyczy pochodzenia Łukasza), który miał odwagę mieć marzenia.

 

Zarzut numer 3 – Jak Jakóbiak śmie marzyć o tak przyziemnych rzeczach?

Wśród wielu komentarzy można spotkać i takie, które zarzucają youtuberowi miałkość jego marzeń. Zamiast myśleć o wynalezieniu lekarstwa na raka (autentyk!), Jakóbiak chce dostać się do talk-show. Zamiast porozmawiać z Orhanem Pamukiem, wolał selfie z Lady Gagą. A do tego do swojej kawalerki sprasza celebrytów. Fuj! Jak on może…

Sęk w tym, że to są jego marzenia. Nie moje, nie twoje, nie Pani Krysi ani Pana Profesora. Łukasz Jakóbiak jest jaki jest. Z jednej strony zaprosił do kawalerki Dodę i namówił ją do wejścia do wanny, a z drugiej strony – nie gościł, w przeciwieństwie do niektórych telewizji – Zenka Martyniuka ani Tomasza Niecika. A jak zaprosił Wróżbitę Macieja, to wyszedł mu tak mocny odcinek, że… naprawdę warto obejrzeć. I wcale nie chodzi o jasnowidzenie.

Jeśli jednak komuś wciąż mało – polecam dwa odcinki rozmowy z psychoterapeutą Robertem Rutkowskim. Wizyty nie sponsorował żaden partner, była jednym z kolejnych spełnionych marzeń Łukasza. Bardziej prywatnym niż medialnym.

Karolina Korwin-Piotrowska nazwała Jakóbiaka polskim self-made-manem. I to jest kwintesencja jego fenomenu. Zezowaty chłopak z prowincji spełnia swoje marzenia. Własne. Nie cudze. I nie wstydzi się o tym mówić.

To wkurzające, że facet, który ma tak banalne, choć rozbuchane marzenia, realizuje je znacznie efektywniej niż tysiące mądrych ludzi, którzy wydali grubą kasę na swą edukację, słuchają Mikołaja Góreckiego, a Ulyssesa cytują na wyrywki. Często mam wrażenie, że hejt na Jakóbiaka pozwala wielu z nas poczuć się „lepszymi”.

 

Zarzut numer 4 – Jakóbiak jest narcyzem i psychopatą

Potwierdzam. Jest narcyzem. Bez odpowiedniej dawki narcyzmu trudno funkcjonować w świecie mediów. Nagranie z udawaną wizytą u Ellen jest momentami nieznośnie autoerotyczne. Podobnie jak wiele jego wywiadów – szczególnie wcześniejszych. Ale to właśnie gruba skóra i dążenie do celu pomimo nieprzychylnych opinii sprawiły, że znalazł się tam, gdzie jest. Nie wylosował miliona dolarów w czipsach. Uparcie i konsekwentnie realizował to, co sobie założył.

Zaprzeczam. Nie jest psychopatą, jak by wielu sugerowało. Ale zazwyczaj sugerują to ci, którzy myślą, że jest też coachem. Nie jest stalkerem, choć jego przygoda z lotem z Anastacią może być tak interpretowana. Przez postronnych, bo nie przez samą piosenkarkę.

 

Do Ellen DeGeneres zapewne już dotarła historia o facecie z Europy, który tak bardzo marzy o występie w jej talk-show, że odwzorował studio i znalazł aktorkę udającą amerykańską gwiazdę. Łukasz Jakóbiak ciągle wierzy, że dostanie zaproszenie. A ja jego marzeniu kibicuję.

Facebook Comments