(c) Pixabay

(c) Pixabay

Każdy z nas miał w klasie taką koleżankę. Niepozorna, szara myszka w bezbarwnym swetrze i niedopasowanych okularach. Kiedy wszyscy biegali za bardziej oczywistymi dziewczynami, ona siedziała w domu i kuła. W kilka lat przeminął tani urok, tych którymi się zachwycaliśmy. I wtedy ze zdziwieniem odkryliśmy, że dziewczyna, którą zawsze uważaliśmy za kujonicę i brzydulę, wyrosła na kobietę piękną, mądrą. I z klasą. Jest też oczywiście męska wersja tego scenariusza, najlepiej zobrazowana przemianą Matthew Lewisa, który grał Nevilla Longbottoma w Harrym Potterze. Podobną drogę przeszedł i wciąż przechodzi polski HR.

Czy praca w HR może być sexy? Co może być ciekawego w przeglądaniu CV, naliczaniu urlopów, organizacji szkoleń. Przez wiele lat pokutował mit „Pani z HaeRu”, której praca, to przekładanie papierów z jednej kupki na drugą. Nuda, rutyna, brak wyzwań, ale przede wszystkim brak wpływu na wyniki firmy. No, może poza generowaniem kosztów. Wizerunek ZZL przez lata był właśnie taki. Najsurowiej pracę działów HR oceniali pracownicy działów sprzedaży. Jeszcze w Instytucie Zarządzania prowadziliśmy badania poświęcone postrzeganiu różnych działów. Najbardziej sexy był Marketing. HR zajmował w tym rankingu jedną z ostatnich pozycji. Przez wiele lat w szkoleniach i doradztwie spotykałem się z taką właśnie postawą. HR był postrzegany jako nie zawsze chciany usługodawca wobec innych działów. Handlowcy bardzo często twierdzili, że sami wiedzą dużo lepiej czego im potrzeba. Na szczęście sytuacja powoli zaczęła się zmieniać. Powoli okazuje się, że HR też może być sexy. Im bardziej wykracza poza swe typowe funkcje, im ważniejszą rolę zaczyna pełnić w organizacji – tym atrakcyjniejszy jest zarówno dla kandydatów, jak i dla osób z innych działów.  Brzydkie kaczątko zaczęło się przeistaczać w pięknego łabędzia.

Facebook Comments